Tegoroczne obchody Światowego Dnia Wcześniaka w Szpitalu Specjalistycznym w Kościerzynie sp. z o.o. są dla nas szczególne.
Po raz pierwszy świętujemy je jako Oddział Noworodkowy o II poziomie referencyjności. Wyższy poziom referencyjności pozwala nam otoczyć profesjonalną, kompleksową opieką wcześniaki i noworodki od 32 tygodnia ciąży, które wymagają specjalistycznych interwencji zaraz po urodzeniu, bez konieczności transportu do innych ośrodków, co jest komfortowe dla rodziców i noworodka. Dzięki temu wielu rodziców może pozostać blisko swoich dzieci w najważniejszych i najtrudniejszych chwilach. Dzięki temu noworodki rodzą się, dojrzewają i zdrowieją tu, gdzie biją dla nich pierwsze usłyszane serca, przy swojej mamie i swoim tacie.
Dziś jednak chcemy zrobić coś więcej niż tylko mówić o standardach opieki. Chcemy oddać głos tym, którzy tę opiekę najgłębiej odczuwają, rodzicom.
A szczególnie jednej mamie, której historia stała się symbolem tego, po co istniejemy i dla kogo pracujemy.
To historia Maksymiliana, jednego z pierwszych wcześniaków urodzonych w naszym oddziale od momentu uzyskania II poziomu referencyjności.
To historia Pani Małgosi, która dzień po dniu zapisywała w pamiętniku cały swój pobyt, wszystkie emocje, każdy trud i każdy promyk nadziei.
To historia pełna odwagi, zaufania, ogromnej miłości i wiary.
Pokazująca dokładnie to, co dla nas jest najważniejsze: być blisko pacjentek, służyć pomocą, wspierać, otaczać opieką i dbać o każde życie z największą uważnością.
Poniżej publikujemy pamiętnik Pani Małgosi w całości, bez skrótów.

⸻
1.10.25
Przebywam w szpitalu w Kościerzynie na patologii ciąży już 5 dni, w trakcie tej ciąży jestem już tutaj po raz trzeci z powodu łożyska przodującego. Lekarze z personelem wspomagają mnie jak mogą, aby moje maleństwo było jak najdłużej w brzuszku. Niestety od nocy ponownie krwawię.
Po rannym badaniu i przeanalizowaniu mojej sytuacji, doktor proponuje rozwiązać ciażę, aby nie narażać maleństwa ani mnie na zagrożenie. Niewiarygodnie trudna decyzja do podjęcia, gdyż jestem w 32 tygodniu ciąży. Doktor zapewnia, że załoga jest przygotowana i dzieciątko będzie mogło zostać na miejscu,opieka zostanie zapewniona pomimo szacowanej małej wagi 2 kg.
W wielkim strachu, postanawiam zaufać lekarzom i całemu personelowi.
Z patologii ciąży trafiam na porodówkę, gdzie zostaję przygotowywana do cesarskiego cięcia. Przyjeżdża mój mąż, który zostaje zaprowadzony bezpośrednio do mnie. Otrzymujemy wsparcie. Panie położne pomimo nawału pracy są życzliwe. Wyjaśniane są czynności, które są wykonywane. Padają odpowiedzi na nasze pytania. Pomimo istniejącego strachu o nasze maleństwo, ale też i o mnie czuję się zaopiekowana.
Sala operacyjna. Wszystko profesjonalnie przygotowane. Cierpliwy personel, jest przy mnie w tym trudnym dla mnie momencie.
Cesarskie cięcie.Godzina 11:16. Moment narodzin naszego synka. Cud narodzin malutkiego Maksymiliana Pawła, który waży 2030 g. Słyszę jego płacz. Łzy wzruszenia napływają mi do oczu. Widzę, jak personel przejmuje malucha od lekarzy i się nim zajmuje. Zanim trafia do inkubatora, panie przybliżają synka do mojej twarzy. Bezcenna chwila. Maks w inkubatorze wyjeżdża z sali, gdzie za drzwiami może go zobaczyć czekający tam wzruszony tata.
Ja jestem bezradna, poddana w pełni personelowi i lekarzom. Cały zespół kończy czynności przy mnie, zapewniając, że wszystko pomyślnie przebiegło.
Zostaję przewieziona na salę pooperacyjną, już od teraz ponownie towarzyszy mi mój mąż. Może być ze mną cały czas na sali, gdzie możemy dać trochę ujścia naszym emocjom.
Przy mnie również pani położna, która opiekuje się mną i wyjaśnia za każdym razem co wykonuje. Zbiera pierwsze bezcenne kropelki mleczka dla naszego maleństwa i zanosi je mu.
Mój mąż krąży pomiędzy salą pooperacyjną, a miejscem, gdzie przebywa nasz synek, który jest badany przez lekarzy.
Trafia do nas informacja, że maluch ma problem z oddychaniem istnieje zagrożenie życia i został podłączony do respiratora.
Modlimy się z mężem w intencji Maksymiliana, prosimy rodzinę i znajomych o wsparcie modlitwą, my tylko to możemy uczynić, a całą resztę powierzamy sprawnym dłoniom lekarzy i personelu.
Wieczorem zostaję uruchomiona. Pani położna pomaga mi, abym mogła na wózku pojechać do maleństwa. Z mężem, ze wzruszeniem podziwiamy naszego synka. Serca nasze tylko cierpią widząc podłączonego go do respiratora, widząc te wszystkie rurki, podłączenia. Strach o jego życie nie ustaje. W pełni natomiast zaufaliśmy w profesjonalizm lekarzy i pań położnych. Widzimy jak starają się, opiekując się naszym synkiem.
2.10. 2025
Nowy dzień, budzę się obolała, rana po cesarskim cięciu daje o sobie znać, ale pierwszą myśl kieruję, jak się ma Maks. Powolutku, jeszcze z trudem do niego idę. Tyle ile mogę czuwam przy nim.
Radość ogromna. Maks zostaje odłączony od respiratora. Jednak jego płucka nie są na tyle rozwinięte, więc otrzymuje dalej tlen przez nosek za pomocą CPAP. Panie położne informują mnie, że najlepiej jakby synek dostawał moje mleczko. Przechodzę do działania.Staram się jak mogę, ale udaje mi się tylko zdobyć trochę kropelek. Każda kropelka odciągana laktatorem na wagę złota. Położne mnie dopingują i cieszą się z każdej ilości, którą mogą podać maluszkowi. Niestety jest tego malutko, ponadto, Maks nie ma jeszcze wykształconego odruchu ssania, dlatego pani doktor prosi mnie o zgodę na podłączenie cewnika dożylnego, aby móc odżywiać maleństwo, pani doktor informuje o możliwych powikłaniach. Kontaktuję się z mężem, aby go poinformować o sytuacji, boimy się o malca, ale poraz kolejny postanawiamy zaufać lekarzom i powierzamy ich działania Opatrzności Bożej.
3.10.2025
Kolejny dzień modlitw, aby Maks mógł samodzielnie oddychać. Lekarze podają mu lek, który ma go w tym wspomóc. Ja jestem bezradna, tylko mogę patrzeć jak moja ukochana Kruszynka dzielnie walczy.
A ja walczę o mleczko, które w niewielkiej ilości płynie. Czuję, że piersi są obolałe i pełne. Nie umiem sobie poradzić. Z pomocą przychodzą położne. Doradzają mi co mogę zrobić, jak sobie pomóc. Otrzymuję instrukcje i porady jak korzystać z laktatora, jakie suplementy wspomogą moją laktację, jak robić okłady. Czuję się zaopiekowana, z głową pełną wiedzy, którą mogą od razu wykorzystać. Powoli, małymi krokami zgodnie ze wskazówkami udaje się odciągać coraz więcej mleczka. Każdą ilość z radością zanoszę dla Maksa, wiedząc jak ważny dla niego jest mój pokarm. Udaje się nakarmić dzieciątko buteleczką, wypełnioną moim mlekiem.
4.10.2025
Maksymilian samodzielnie oddycha, co za radość. Pozostaje jeszczee w inkubatorze, aby być poddanym tlenoterapii ale nie potrzebuje już CPAP.
Karmiony jest mleczkiem za pomocą sondy oraz dożylnie otrzymuje kroplówkę.
A ja przeżywam nawał pokarmu, staram się odciągać mleko regularnie laktatorem. Czuję niestety jeszcze dyskomfort i lekki ból, ale się nie poddaję. Chcę, aby Maks otrzymywał mój pokarm. Mąż mnie wspiera jak tylko może, dostarcza do szpitala to czego potrzebuję. Pociesza. Odwiedzić też mnie może nareszcie 9 letnia córeczka. Bezcenne chwile z rodziną dodają mnóstwo siły, aby pobyt w szpitalu przebiegał jeszcze lepiej.
5.10.2025
Dziś przy niedzieli jeszcze większe wsparcie rodzinne. Odwiedza mnie brat z rodziną oraz moi rodzice. Jak dobrze, że odwiedziny są możliwe. Rozmowy z najbliższymi podtrzymują mnie na duchu.
Jeśli chodzi o laktację to tak się wszystko ładnie rozkręciło, że mleczko płynie bez problemu. Odczuwam już bardzo niewielki dyskomfort. Jeszcze trochę piersi są nabrzmiałe, ale jest to znośne. Ilość mleka jest dość duża, Maks nie przejada wszystkiego, tak naprawdę jest bardzo duża nadwyżka. Panie cierpliwie przyjmują ode mnie każdą porcję, mówią, że są pod wrażeniem, że się nie poddałam. Otrzymuję porady jak przechowywać pokarm, aby nic się nie zmarnowało i było na później, kiedy Maks już będzie więcej wypijał.
Zostaje odłączony cewnik dożylny. Radość ogromna, że już nie ma nic podłączone przy nóżce. Został już tylko jeden wenflon do kroplówki i sonda do karmienia. Czuję się spokojniejsza, że wszystko zmierza w dobrym kierunku.
6.10.2025
Przy rannym obchodzie otrzymuję informację, że Maks potrzebuje czasu jeśli chodzi o jego płucka, aby dojrzały. Okazuje się również, że poziom bilirubiny jest trochę wyższy. Lekarze decydują się na fototerapię. Pobyt w szpitalu uczy mnie dużej cierpliwości, ale też i pokory, gdyż muszę zdać się we wszystkim na lekarzy i personel. Obserwując jak wszystko jest starannie i sprawnie wykonywane oraz jaką troskliwą opiekę Maks otrzymuje, to z łatwością przyjmuję wszystkie podejmowane działania. Jestem pod wielkim wrażeniem wkładanej pracy i serca lekarzy, położnych i pielęgniarek.
7.10.2025
Maksymilian już dziś nie jest poddawany fototerapii. Oddychanie już też jest coraz bardziej swobodne. Coraz częściej jest karmiony buteleczką, więc sonda też jest częściej wyjmowana. Cały czas Maksiu ma wkłucie, aby mogła być podłączona kroplówka. Zmienione zostało wkłucie z rączki na główkę.Widok wkłucia w główce dzieciątka to dla matki niekoniecznie przyjemny widok. Personel jednak zapewnia, że to jedno z bezpieczniejszych miejsc, bo maluszek nie blokuje przepływu kroplówki zginając rączki, ani nie zrobi sobie krzywdy.
Widząc postępy u Maksia, przychodzi większa tęsknota za domem i bliskimi. Chęć bycia poza szpitalem jest bardzo duża. Rozmowy z personelem trochę eliminują tęsknotę. Jednak brak starszej córeczki jest trudny do zniesienia.
Staję przed trudnym wyborem, gdyż ja już funkcjonuję naprawdę dobrze, rana po cesarskim cięciu goi się dobrze, laktacja przebiega pomyślnie. Suplementy, które miałam polecone rewelacyjnie działają, nie czuję dyskomfortu przy odciąganiu mleka. Lekarze mi zadają pytanie czy przygotować wypis ze szpitala dla mnie. Pokusa powrotu do domu do starszej córki i możliwość dojeżdżania do szpitala jest duża, ale chęć bycia nieustannie przy maluszku też bardzo duża. Serce matki rozdarte na pół.
8.10.2025
Dzień zdjęcia szwów. Dzień decyzji co dalej. Niesamowite, jak personel jest wrażliwy na zmieniające się samopoczucie pacjentki. Być może, widoczne są moje szkliste oczy. Podpytują co się dzieje. Dzielę się moim dylematem. Zachęcają, żeby zostać, pokazują zalety bycia na miejscu z maluszkiem, motywują, że ze względu na postępy Maksia będę mogła za moment więcej uczestniczyć w pielęgnacji dzieciątka, w karmieniu.
Całe szczęście, starsza córeczka jest bardzo dzielna i wyrozumiała, aby mama została dłużej w szpitalu.
Jestem ogromnie wdzięczna za okazane wsparcie. Za możliwość pobytu w szpitalu z synkiem. Za przegadane momenty, kiedy łapał mnie kryzys.
Naprawdę można liczyć na świetny, profesjonalny zespół pracujących tutaj wspaniałych, życzliwych osób.
9.10.2025
Samopoczucie Maksia jest dobre, oddycha swobodnie, saturacja jest dobra. Karmiony jest naprzemiennie, sondą i z butelki. Jestem naprawdę coraz spokojniejsza o synka, widząc jak dzielnie sobie radzi.
Dzisiejszy dzień jest pełen wzruszeń, gdyż otrzymuję możliwość kangurowania malucha. Cierpliwy personel, pomaga mi, abym mogła doświadczyć wspaniałych, bezcennych chwil bliskości z synkiem. Łezka w oku mi się zakręciła. Dziękuję Bogu za wysłuchane modlitwy w intencji Maksia. Jestem wdzięczna, że tak to się potoczyło, że pomimo rozwiązania w 32 tygodniu, mogliśmy z synkiem wspólnie zostać w szpitalu w Kościerzynie i doświadczyć takiej troski i opieki że strony całej załogi oddziału położniczo-ginekologicznego.
Dobrych chwil ciąg dalszy. Odwiedza mnie mąż i również może potrzymać nasze dzieciątko. Jesteśmy pełni miłości, wiary i nadziei, że najgorsze za nami i że będzie już tylko coraz lepiej.
10.10.2025
Pobyt w szpitalu zawsze kojarzył mi się z czymś nieprzyjemnym. Nie będę ukrywać, że mam za sobą bardzo trudny czas psychicznie i fizycznie. Mijają dziś dwa tygodnie odkąd jestem w szpitalu, licząc również pobyt na patologii ciąży. Czasami się zastanawiam jak dałam radę być tyle czasu. A perspektywa wyjścia do domu z maluszkiem nie jest jeszcze aż tak bliska.
Maks potrzebuje czasu, aby mógł w pełni swobodnie oddychać oraz aby przybrać na wadze. Cały czas ma niecałe 2 kg.
Analizując mój pobyt, nie dałabym rady gdyby nie było życzliwej pomocy i troski całej załogi oddziału położniczo- ginekologicznego. Jestem wdzięczna za każdą napotkaną osobę, za każde dobre słowo, za każdy uśmiech, za każdy gest pomocy, za każdy trud włożony w opiekę nad Maksem i nade mną.
11.10.2025
Spokojny i dobry dzień. Maks pięknie radzi sobie z oddychaniem. Mogę sama karmić maluszka z butelki i sama przewijam. Staram się go również ubierać. Miło jest uczestniczyć w pielęgnacji i karmieniu synka, a nie tylko się przyglądać. Jeszcze dłonie trochę drżą, trzymając takie maleństwo, ale oswajamy się ze sobą. Uczę się dalej cierpliwości, do wszystkiego trzeba czasu. Czekamy cierpliwie, aż Maksio przybierze na wadze i usłyszymy wyczekiwane słowa jesteście gotowi, możecie wychodzić do domku. Jesteśmy bliżej niż dalej, z czego ogromnie się cieszymy.
14.10.2025
Maksio waży 1940g. Po przebadaniu przez lekarzy pada decyzja, że dziś wychodzi z inkubatora i zostaje przełożony do łóżeczka grzewczego. Od dziś spróbujemy karmić tylko buteleczką.
Radość przepełnia moje serce.
16.10.2025
Dzisiejsza waga Maksymiliana to 1980 g. Pani doktor pozwala, aby maluszek trafił do mnie na salę. Cieszę się ogromnie, że już będę go miała tylko przy sobie. Lekka obawa się pojawiła, czy dam radę, ale szybko minęła, wierzę, że uda nam się z Maksiem dobrze współpracować. Możliwość bycia z synkiem bezcenna, wyczekana, więc bardzo to doceniam.
20.10.2025
Maksymilian waży od dwóch dni trochę przeszło 2 kg. Wczoraj został zaszczepiony. Po dobie obserwacji czy wszystko jest w porządku otrzymujemy upragnioną wiadomość, że możemy wracać wspólnie do domu. Popłakałam się ze wzruszenia. To co czuję jest nie do opisania. To mieszanka ulgi, radości, ale też i lekkiej obawy czy w domu poradzimy sobie ze wszystkim przy naszym wcześniaku. Tutaj w szpitalu mieliśmy profesjonalną pomoc, a w domu jesteśmy zdani tylko na siebie. Wierzę jednak, że wszystko będzie dobrze i uda nam się zaopiekować naszym synkiem najlepiej jak potrafimy.
Pozostaną z nami wspomnienia tego wszystkiego co przeżyliśmy. Pozostaną myśli, że pobyt w szpitalu, pomimo wielu trudności może być mimo wszystko dobrym czasem, a to wszystko dzięki wspaniałym osobom pracującym na oddziale ginekologiczno -położniczym oraz patologii ciąży w szpitalu w Kościerzynie.
Dziękujemy wszystkim lekarzom, to dzięki Wam, Waszej świetnej pracy, Waszym sprawnym dłoniom, Maksymilian jest z nami, cały i zdrowy, a i ja cesarskie cięcie przeszłam bez problemów. Dziękujemy paniom położnym i pielęgniarkom, dzięki którym czuliśmy się zaopiekowani. Wkładałyście mnóstwo serca, aby niczego nie brakowalo,szczególnie przy Maksiu, karmienie, przewijanie, nocne czuwanie.
Dziękujemy również paniom sprzątającym, dzięki którym mieliśmy czysto i witały codziennie uśmiechem.
Spotkałam wiele życzliwych osób, którzy wspierali na każdym kroku rozmową i serdecznością.
Dziękujemy z mężem za wszystko
Szczęśliwi rodzice Maksymiliana
Małgosia i Michał

⸻
Święto Wcześniaka, święto odwagi i życia.
Historia Maksymiliana jest jedną z wielu, ale jednocześnie jest wyjątkowa, bo każda historia wcześniaka jest wyjątkowa.
Dziś świętujemy wszystkie te maleńkie wielkie życia, wszystkie dzielne mamy i wszystkich troskliwych tatusiów.
To historia, która przypomina nam, dlaczego nasze oddziały istnieją.
Dlaczego nieustannie się szkolimy, inwestujemy i rozwijamy.
I dlaczego Święto Wcześniaka to dzień, który zawsze będziemy obchodzić z wielkim wzruszeniem




